Ohayō! Wiem że długo mnie nie było, nawet bardzo, za to mocno przepraszam, no ale nie miałam weny. No, to nie zostaje mi nic innego, jak życzyć miłego czytania!
P.S. Przepraszam jeśli kogoś urażą niektóre słowa.
*****
W domu Lisanny
-Co ty sobie wyobrażasz?! Najpierw mnie kochasz, a teraz porzucasz?! Dla tej ździry?- krzyczała bardzo wkurzona Lisanna.
-Lisanna, posłuchaj. Ja...- Tu Natsu wziął głęboki wdech- Ja sam nie wiem jak to się stało. Przecież wiesz, że nie pamiętałem porwania, ale pamiętałem miłość do ciebie. Jednak, kiedy Gildartz przygrzmocił mną w ścianę i to tak solidnie, wszystko sobie przypomniałem. To naprawdę nie moja wina.- Bezskutku Natsu próbował uspokoić swoją, byłą już, dziewczynę.
Nagle za oknem zobaczył czarną postać w masce, która powoli zbliżała się do okna.

( Wyglądała tak. PS. Jakby ktoś nie wiedział jest to strój lekarza z czasów panowania epidemii dżumy )
Kiedy była metr od niego na szybę padł człowiek, cały we krwi. "Zjechał" po szybie na sam dół zostawiając po sobie odciśnięte dłonie i twarz.

( Wyglądało to mniej więcej tak. )
Natsu i Lisanna przerazili się nie na żarty. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Lisanna podeszła do nich i przez wizjer zobaczyła podobną postać, do tej w oknie. Jednak po chwili patrzenia się w wizjer zrobiło się jej i Dragneel'owi ciemno przed oczami. Oboje upadli na ziemię.
*****
W tym samym czasie w lochach...
P.S. Przepraszam jeśli kogoś urażą niektóre słowa.
*****
W domu Lisanny
-Co ty sobie wyobrażasz?! Najpierw mnie kochasz, a teraz porzucasz?! Dla tej ździry?- krzyczała bardzo wkurzona Lisanna.
-Lisanna, posłuchaj. Ja...- Tu Natsu wziął głęboki wdech- Ja sam nie wiem jak to się stało. Przecież wiesz, że nie pamiętałem porwania, ale pamiętałem miłość do ciebie. Jednak, kiedy Gildartz przygrzmocił mną w ścianę i to tak solidnie, wszystko sobie przypomniałem. To naprawdę nie moja wina.- Bezskutku Natsu próbował uspokoić swoją, byłą już, dziewczynę.
Nagle za oknem zobaczył czarną postać w masce, która powoli zbliżała się do okna.
( Wyglądała tak. PS. Jakby ktoś nie wiedział jest to strój lekarza z czasów panowania epidemii dżumy )
Kiedy była metr od niego na szybę padł człowiek, cały we krwi. "Zjechał" po szybie na sam dół zostawiając po sobie odciśnięte dłonie i twarz.
( Wyglądało to mniej więcej tak. )
Natsu i Lisanna przerazili się nie na żarty. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Lisanna podeszła do nich i przez wizjer zobaczyła podobną postać, do tej w oknie. Jednak po chwili patrzenia się w wizjer zrobiło się jej i Dragneel'owi ciemno przed oczami. Oboje upadli na ziemię.
*****
W tym samym czasie w lochach...
Do pomieszczenia weszła postać i powiedziała:
- Witam serdecznie!- odezwał się męski głos- Mnie jeszcze nie znacie, bo jesteście tylko obiektami zabaw mojej Siostrzyczki...- tu przerwał, bo do lochu weszła druga postać.
- Którą już znacie. - dokończył za niego dojrzały damski głos.
- O Siostrzyczko! Fantastycznie, że przyszłaś...-powiedział lekko zakłopotany.
- Odsuń się od nich! - krzyknęła zdenerwowana postać - Gdy nasza młodsza Siostrzyczka zorientuje się, że coś przy nich majstrujesz, wpadnie w furię! Niewykluczone, że potraktuje cię gorzej niż obiekty badań!
- Tak jest...- powiedział z wyraźną niechęcią w głosie.
*****
Kilka godzin później w innym lochu...
- Witam serdecznie!- odezwał się męski głos- Mnie jeszcze nie znacie, bo jesteście tylko obiektami zabaw mojej Siostrzyczki...- tu przerwał, bo do lochu weszła druga postać.
- Którą już znacie. - dokończył za niego dojrzały damski głos.
- O Siostrzyczko! Fantastycznie, że przyszłaś...-powiedział lekko zakłopotany.
- Odsuń się od nich! - krzyknęła zdenerwowana postać - Gdy nasza młodsza Siostrzyczka zorientuje się, że coś przy nich majstrujesz, wpadnie w furię! Niewykluczone, że potraktuje cię gorzej niż obiekty badań!
- Tak jest...- powiedział z wyraźną niechęcią w głosie.
*****
Kilka godzin później w innym lochu...
Natsu siedział na drewnianej desce przymocowanej do ściany metalowymi łańcuchami. Dopiero dochodził do siebie po tym co wydarzyło się w domu Lisanny, kiedy nagle usłyszał przeraźliwy śmiech, a potem krzyk dwóch dziewczyn. Od razu rozpoznał do kogo należą głosy...
*****
W lochu Lucy i Cany....
-Siema! Stęskniłyście się za mną?- powiedziała dziewczyna zamykając loch za swoim rodzeństwem.
-Wcale...-wycedziła przez zęby Cana.
-Huh... Jakie wy dzielne! Już mi się podoba! Hahahahaha...-psychopatyczny śmiech roznosił się po wszystkich celach, mimo iż ta była położona najgłębiej. Heartphilia i Alberona przeraziły się jak nigdy. I w tedy postać zdjęła płachtę okrywającą wózek kelnerski stojący w koncie. były na nim przeróżne narzędzia: młotki, śrubokręty, piły, elektryczne maszynki do golenia, skalpele, itp. Jednak co najważniejsze było tam mnóstwo igieł i strzykawek. Istna kolekcja. Można tam było znaleźć strzykawki z zawartością o najróżniejszych kolorach.
-Tak to się możemy bawić!!- krzyknęła rozradowana dziewczyna. Wzięła ze stołu igłę z dziwną, zieloną cieczą w środku. Powoli i z tryumfalnym uśmiechem podeszła do Lucy.
-Ty będziesz pierwsza...- uśmiechnęła się- A teraz cierp, za to co mi zrobiłaś!! Przytrzymała rękę Heartphili i wbiła jej bardzo brutalnie igłę w żyłę. Krew rozlała się po ścianach strumieniami.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!- przeraźliwy krzyk rozniósł się po lochach...
-Nie!! Przestań!! Zostaw ją!!- krzyczała przez łzy Alberona. Czuła się, tak... bezsilnie. Nic nie mogła poradzić na to, że jakaś głupia dziewucha krzywdzi jej przyjaciółkę... Kiedy Cana płakała i, przez zmęczenie już bardziej majaczyła, niż krzyczała, Psychopatka patrzyła się jak Lucy dostaje halucynacji i cierpi, a z jej ust powoli wypływa stróżka krwi.
Mała zmiana narracji...
*****
W umyśle Lucy, przed halucynacją...
-Widzę...ją...to...na...pewno...ona...-widziałam ją, Lisannę. Stała, z wrednym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy. Jednak coś było nie tak, wyglądała, tak inaczej. Wiedziałam, że coś się w niej zmieniło, ale nie byłam w stanie powiedzieć co. Starałam się jej przyjrezc, puki moja świadomość całkowicie nie utonęła w halucynacji.
W umyśle Lucy w trakcie halucynacji...
-Co się stało? Gdzie ja jestem?
-W swoim największym koszmarze...- powiedziała to do mnie z wrednym usmieszkiem ona, Lisanna. -Choć za mną, a cos ci pokarzę...
-Po co? Co chcesz mi niby pokazać? Przecierz z tego co widzę, nienawidzisz mnie!- wykrzyczałam jej to prosto w twarz. Ona tylko się usmiechnęła. Nagle nie wem z kąd w jej dłoni pojawił się nóż, a ja zostałam przypięta do ściany. Lisanna zamahnęła nożem...
-Aaaaaaa...-mój krzyk rozniósł sie po nieprzeniknonych ciemnościach. Z rany zadanej na policzku, zaczęła sączyć się szkarłatna krew, jak włosy pani Komendant Erzy Scarlet. Kiedy zaczęłam krzyczeć, dziewczyna na chwilę się zawahała. Jednak po chwili z zaciętością zaczęła ciąć moje ciało. Krzyczałam głośno, najgłośniej jak umiałam:
-Boli! Pomocy! Pomocy! Ratujecie mnie!...- Byłam głupia, przecierz nikt mnie nie usłyszy w tej ciemności, a mój krzyk, tylko jeszce bardziej zadowalał Lisannę. Zaczęła mnie teraz ciąć nożem o ząbkowatym ostżu. Nawet nie zastanawiałam się skąd go wzięła. Wbiła mi nóż w nogę i z psychopatycznym uśmiechem, wyjęła nóż z rany. Gdybym mogła tak powiedzieć, to krew trysnęła na ściany jak nidy, tylko problemem było to, że tu nie ma ścian, a krew się jakby na takich"ścianach", których nie ma, osadziła. Kolejny fakt, przez który jestem jeszcze bardziej wystraszona.
*****
Halucynacja Lucy z perspektywy Cany...
Kiedy moja przyjaciółka pogrążyła sie w halucynacjach, jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Jednak tego uczucia gniewu, nie mogłam dłużej w sobie trzymać- LISANNA!! Dlaczego to robisz?!! Co ci zawiniłyśmy?!!- darłam się na tą, lepiej nie będę mówić, dziewczynę. Ona tylko patrzyła się na mnie i uśmiechała serdecznie.
-Niczym, absolutnie niczym...- tu przerwała i uśmiechnęła się do mnie ciepło- przynajmniej ty... Dlatego tobie oszczędzę cirpień i zginiesz szybko i bezboleśnie.- dokończyła to, takim melodyjnym i cudnym głosem, jakby w ogóle, zaraz bok niej nie konała przez nią dziewczyna...
*****
Natsu, w tym samym czasie...
To...LUCY!!-krzyczałem w myślach. Nie miałem odwagi wykrzyczeć tego w prost. W głebi duszy miałem takie poczucie strachu przed kimś, ale nie wiedziałaem przed kim...
*****
Wracamy do narracji trzecio osobowej...
30 minut poźniej w lochu Alberony i Hartphilil...
Lucy powoli odzyskiwała świadomość, po halucynacjach. Lisanna właśnie wychodziła z lochu. Na szcęście nie zrobiła nic Canie, bo jej się nie chciało.
*****
No to by było na tyle w tym rozdziale. Proszę, abyście komentowali, ponieważ nie wiem, czy wam się podoba, czy nie, czy jest jakikolwiek sens pisania tego bloga. No to by było na tyle. Papa.
P.S. Przepraszam, że taki krótki. Jeśli napiszę kolejny, będzie dłuższy.
~Mira~
*****
W lochu Lucy i Cany....
-Siema! Stęskniłyście się za mną?- powiedziała dziewczyna zamykając loch za swoim rodzeństwem.
-Wcale...-wycedziła przez zęby Cana.
-Huh... Jakie wy dzielne! Już mi się podoba! Hahahahaha...-psychopatyczny śmiech roznosił się po wszystkich celach, mimo iż ta była położona najgłębiej. Heartphilia i Alberona przeraziły się jak nigdy. I w tedy postać zdjęła płachtę okrywającą wózek kelnerski stojący w koncie. były na nim przeróżne narzędzia: młotki, śrubokręty, piły, elektryczne maszynki do golenia, skalpele, itp. Jednak co najważniejsze było tam mnóstwo igieł i strzykawek. Istna kolekcja. Można tam było znaleźć strzykawki z zawartością o najróżniejszych kolorach.
-Tak to się możemy bawić!!- krzyknęła rozradowana dziewczyna. Wzięła ze stołu igłę z dziwną, zieloną cieczą w środku. Powoli i z tryumfalnym uśmiechem podeszła do Lucy.
-Ty będziesz pierwsza...- uśmiechnęła się- A teraz cierp, za to co mi zrobiłaś!! Przytrzymała rękę Heartphili i wbiła jej bardzo brutalnie igłę w żyłę. Krew rozlała się po ścianach strumieniami.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!- przeraźliwy krzyk rozniósł się po lochach...
-Nie!! Przestań!! Zostaw ją!!- krzyczała przez łzy Alberona. Czuła się, tak... bezsilnie. Nic nie mogła poradzić na to, że jakaś głupia dziewucha krzywdzi jej przyjaciółkę... Kiedy Cana płakała i, przez zmęczenie już bardziej majaczyła, niż krzyczała, Psychopatka patrzyła się jak Lucy dostaje halucynacji i cierpi, a z jej ust powoli wypływa stróżka krwi.
Mała zmiana narracji...
*****
W umyśle Lucy, przed halucynacją...
-Widzę...ją...to...na...pewno...ona...-widziałam ją, Lisannę. Stała, z wrednym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy. Jednak coś było nie tak, wyglądała, tak inaczej. Wiedziałam, że coś się w niej zmieniło, ale nie byłam w stanie powiedzieć co. Starałam się jej przyjrezc, puki moja świadomość całkowicie nie utonęła w halucynacji.
W umyśle Lucy w trakcie halucynacji...
-Co się stało? Gdzie ja jestem?
-W swoim największym koszmarze...- powiedziała to do mnie z wrednym usmieszkiem ona, Lisanna. -Choć za mną, a cos ci pokarzę...
-Po co? Co chcesz mi niby pokazać? Przecierz z tego co widzę, nienawidzisz mnie!- wykrzyczałam jej to prosto w twarz. Ona tylko się usmiechnęła. Nagle nie wem z kąd w jej dłoni pojawił się nóż, a ja zostałam przypięta do ściany. Lisanna zamahnęła nożem...
-Aaaaaaa...-mój krzyk rozniósł sie po nieprzeniknonych ciemnościach. Z rany zadanej na policzku, zaczęła sączyć się szkarłatna krew, jak włosy pani Komendant Erzy Scarlet. Kiedy zaczęłam krzyczeć, dziewczyna na chwilę się zawahała. Jednak po chwili z zaciętością zaczęła ciąć moje ciało. Krzyczałam głośno, najgłośniej jak umiałam:
-Boli! Pomocy! Pomocy! Ratujecie mnie!...- Byłam głupia, przecierz nikt mnie nie usłyszy w tej ciemności, a mój krzyk, tylko jeszce bardziej zadowalał Lisannę. Zaczęła mnie teraz ciąć nożem o ząbkowatym ostżu. Nawet nie zastanawiałam się skąd go wzięła. Wbiła mi nóż w nogę i z psychopatycznym uśmiechem, wyjęła nóż z rany. Gdybym mogła tak powiedzieć, to krew trysnęła na ściany jak nidy, tylko problemem było to, że tu nie ma ścian, a krew się jakby na takich"ścianach", których nie ma, osadziła. Kolejny fakt, przez który jestem jeszcze bardziej wystraszona.
*****
Halucynacja Lucy z perspektywy Cany...
Kiedy moja przyjaciółka pogrążyła sie w halucynacjach, jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Jednak tego uczucia gniewu, nie mogłam dłużej w sobie trzymać- LISANNA!! Dlaczego to robisz?!! Co ci zawiniłyśmy?!!- darłam się na tą, lepiej nie będę mówić, dziewczynę. Ona tylko patrzyła się na mnie i uśmiechała serdecznie.
-Niczym, absolutnie niczym...- tu przerwała i uśmiechnęła się do mnie ciepło- przynajmniej ty... Dlatego tobie oszczędzę cirpień i zginiesz szybko i bezboleśnie.- dokończyła to, takim melodyjnym i cudnym głosem, jakby w ogóle, zaraz bok niej nie konała przez nią dziewczyna...
*****
Natsu, w tym samym czasie...
To...LUCY!!-krzyczałem w myślach. Nie miałem odwagi wykrzyczeć tego w prost. W głebi duszy miałem takie poczucie strachu przed kimś, ale nie wiedziałaem przed kim...
*****
Wracamy do narracji trzecio osobowej...
30 minut poźniej w lochu Alberony i Hartphilil...
Lucy powoli odzyskiwała świadomość, po halucynacjach. Lisanna właśnie wychodziła z lochu. Na szcęście nie zrobiła nic Canie, bo jej się nie chciało.
*****
No to by było na tyle w tym rozdziale. Proszę, abyście komentowali, ponieważ nie wiem, czy wam się podoba, czy nie, czy jest jakikolwiek sens pisania tego bloga. No to by było na tyle. Papa.
P.S. Przepraszam, że taki krótki. Jeśli napiszę kolejny, będzie dłuższy.
~Mira~
