niedziela, 15 listopada 2015

"Krwawe Listy" Rozdział 6

Ohayō! Wiem że długo mnie nie było, nawet bardzo, za to mocno przepraszam, no ale nie miałam weny. No, to nie zostaje mi nic innego, jak życzyć miłego czytania!
P.S. Przepraszam jeśli kogoś urażą niektóre słowa.
                         *****
W domu Lisanny
-Co ty sobie wyobrażasz?! Najpierw mnie kochasz, a teraz porzucasz?! Dla tej ździry?- krzyczała bardzo wkurzona Lisanna.
-Lisanna, posłuchaj. Ja...- Tu Natsu wziął głęboki wdech- Ja sam nie wiem jak to się stało. Przecież wiesz, że nie pamiętałem porwania, ale pamiętałem miłość do ciebie. Jednak, kiedy Gildartz przygrzmocił mną w ścianę i to tak solidnie, wszystko sobie przypomniałem. To naprawdę nie moja wina.- Bezskutku Natsu próbował uspokoić swoją, byłą już, dziewczynę.
Nagle za oknem zobaczył czarną postać w masce, która powoli zbliżała się do okna.

( Wyglądała tak. PS. Jakby ktoś nie wiedział jest to strój lekarza z czasów panowania epidemii dżumy )
 Kiedy była metr od niego na szybę padł człowiek, cały we krwi. "Zjechał" po szybie na sam dół zostawiając po sobie odciśnięte dłonie i twarz.


( Wyglądało to mniej więcej tak. )

Natsu i Lisanna przerazili się nie na żarty. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Lisanna podeszła do nich i przez wizjer zobaczyła podobną postać, do tej w oknie. Jednak po chwili patrzenia się w wizjer zrobiło się jej i Dragneel'owi ciemno przed oczami. Oboje upadli na ziemię.
                         *****
W tym samym czasie w lochach...
Do pomieszczenia weszła postać i powiedziała:
- Witam serdecznie!- odezwał się męski głos- Mnie jeszcze nie znacie, bo jesteście tylko obiektami zabaw mojej Siostrzyczki...- tu przerwał, bo do lochu weszła druga postać.
- Którą już znacie. - dokończył za niego dojrzały damski głos.
- O Siostrzyczko! Fantastycznie, że przyszłaś...-powiedział lekko zakłopotany.
- Odsuń się od nich! - krzyknęła zdenerwowana postać - Gdy nasza młodsza Siostrzyczka zorientuje się, że coś przy nich majstrujesz, wpadnie w furię! Niewykluczone, że potraktuje cię gorzej niż obiekty badań!
- Tak jest...- powiedział z wyraźną niechęcią w głosie.
                        *****
Kilka godzin później w innym lochu...
Natsu siedział na drewnianej desce przymocowanej do ściany metalowymi łańcuchami. Dopiero dochodził do siebie po tym co wydarzyło się w domu Lisanny, kiedy nagle usłyszał przeraźliwy śmiech, a potem krzyk dwóch dziewczyn. Od razu rozpoznał do kogo należą głosy...
                        *****
W lochu Lucy i Cany....
-Siema! Stęskniłyście się za mną?- powiedziała dziewczyna zamykając loch za swoim rodzeństwem.
-Wcale...-wycedziła przez zęby Cana.
-Huh... Jakie wy dzielne! Już mi się podoba! Hahahahaha...-psychopatyczny śmiech roznosił się po wszystkich celach, mimo iż ta była położona najgłębiej. Heartphilia i Alberona przeraziły się jak nigdy. I w tedy postać zdjęła płachtę okrywającą wózek kelnerski stojący w koncie. były na nim przeróżne narzędzia: młotki, śrubokręty, piły, elektryczne maszynki do golenia, skalpele, itp. Jednak co najważniejsze było tam mnóstwo igieł i strzykawek. Istna kolekcja. Można tam było znaleźć strzykawki z zawartością o najróżniejszych kolorach.
-Tak to się możemy bawić!!- krzyknęła rozradowana dziewczyna. Wzięła ze stołu igłę z dziwną, zieloną cieczą w środku. Powoli i z tryumfalnym uśmiechem podeszła do Lucy.
-Ty będziesz pierwsza...- uśmiechnęła się- A teraz cierp, za to co mi zrobiłaś!! Przytrzymała rękę Heartphili i wbiła jej bardzo brutalnie igłę w żyłę. Krew rozlała się po ścianach strumieniami.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!- przeraźliwy krzyk rozniósł się po lochach...
-Nie!! Przestań!! Zostaw ją!!- krzyczała przez łzy Alberona. Czuła się, tak... bezsilnie. Nic nie mogła poradzić na to, że jakaś głupia dziewucha krzywdzi jej przyjaciółkę... Kiedy Cana płakała i, przez zmęczenie już bardziej majaczyła, niż krzyczała, Psychopatka patrzyła się jak Lucy dostaje halucynacji i cierpi, a z jej ust powoli wypływa stróżka krwi.

Mała zmiana narracji...

                    *****
W umyśle Lucy, przed halucynacją...
-Widzę...ją...to...na...pewno...ona...-widziałam ją, Lisannę. Stała, z wrednym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy. Jednak coś było nie tak, wyglądała, tak inaczej. Wiedziałam, że coś się w niej zmieniło, ale nie byłam w stanie powiedzieć co. Starałam się jej przyjrezc, puki moja świadomość całkowicie nie utonęła w halucynacji.

W umyśle Lucy w trakcie halucynacji...
-Co się stało? Gdzie ja jestem?
-W swoim największym koszmarze...- powiedziała to do mnie z wrednym usmieszkiem ona, Lisanna. -Choć za mną, a cos ci pokarzę...
-Po co? Co chcesz mi niby pokazać? Przecierz z tego co widzę, nienawidzisz mnie!- wykrzyczałam  jej to prosto w twarz. Ona tylko się usmiechnęła. Nagle nie wem z kąd w jej dłoni pojawił się nóż, a ja zostałam przypięta do ściany. Lisanna zamahnęła nożem...
-Aaaaaaa...-mój krzyk rozniósł sie po nieprzeniknonych ciemnościach. Z rany zadanej na policzku, zaczęła sączyć się szkarłatna krew, jak włosy pani Komendant Erzy Scarlet. Kiedy zaczęłam krzyczeć, dziewczyna na chwilę się zawahała. Jednak po chwili z zaciętością zaczęła ciąć moje ciało. Krzyczałam głośno, najgłośniej jak umiałam:
-Boli! Pomocy! Pomocy! Ratujecie mnie!...- Byłam głupia, przecierz nikt mnie nie usłyszy w tej ciemności, a mój krzyk, tylko jeszce bardziej zadowalał Lisannę. Zaczęła mnie teraz ciąć nożem o ząbkowatym ostżu. Nawet nie zastanawiałam się skąd go wzięła. Wbiła mi nóż w nogę i z psychopatycznym uśmiechem, wyjęła nóż z rany. Gdybym mogła tak powiedzieć, to krew trysnęła na ściany jak nidy, tylko problemem było to, że tu nie ma ścian, a krew się jakby na takich"ścianach", których nie ma, osadziła. Kolejny fakt, przez który jestem jeszcze bardziej wystraszona.
                   *****
Halucynacja Lucy z perspektywy Cany...
Kiedy moja przyjaciółka pogrążyła sie w halucynacjach, jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Jednak tego uczucia gniewu, nie mogłam dłużej w sobie trzymać- LISANNA!! Dlaczego to robisz?!! Co ci zawiniłyśmy?!!- darłam się na tą, lepiej nie będę mówić, dziewczynę. Ona tylko patrzyła się na mnie i uśmiechała serdecznie.
-Niczym, absolutnie niczym...- tu przerwała i uśmiechnęła się do mnie ciepło- przynajmniej ty... Dlatego tobie oszczędzę cirpień i zginiesz szybko i bezboleśnie.- dokończyła to, takim melodyjnym i cudnym głosem, jakby w ogóle, zaraz bok niej nie konała przez nią dziewczyna...
                  *****
Natsu, w tym samym czasie...
To...LUCY!!-krzyczałem w myślach. Nie miałem odwagi wykrzyczeć tego w prost. W głebi duszy miałem takie poczucie strachu przed kimś, ale nie wiedziałaem przed kim...
                  *****
Wracamy do narracji trzecio osobowej...

30 minut poźniej w lochu Alberony i Hartphilil...
Lucy powoli odzyskiwała świadomość, po halucynacjach. Lisanna właśnie wychodziła z lochu. Na szcęście nie zrobiła nic Canie, bo jej się nie chciało.
               *****
No to by było na tyle w tym rozdziale. Proszę, abyście komentowali, ponieważ nie wiem, czy wam się podoba, czy nie, czy jest jakikolwiek sens pisania tego bloga. No to by było na tyle. Papa.
P.S. Przepraszam, że taki krótki. Jeśli napiszę kolejny, będzie dłuższy.
~Mira~
Ohayo!
Wiem, że długo mnie nie było, ale nie miałam czasu. Od teraz postaram się regularnie wrzucać rozdziały.
P.S. Zastanawiam się nad zmianą szablonu. Jeśli macie jakies pomysły piszcie w komentarzach.
~Mira~
Saga "Krwawe Listy"

Ogłoszenie

Ohayo!
W tej zakładce będę zamieszczała ogłoszenia. Tak żebyście wiedzieli, że żyje.

poniedziałek, 5 października 2015

"Krwawe Listy" Rozdział 5

Hejo! Przepraszam, że mnie nie było ale nie miałam weny. Ale no cóż, takie życie. No dobra nie będę przynudzać miłego czytania.
                         *****
W tajnym miejscu...
-Hahahahahahahahaha...- psychiczny śmiech rozległ się po pomieszczeniu.
-Siostrzyczko! Wystarczy. Teraz pozwól nam pracować- rozległ się męski głos.
-No dobra.-Powiedziała dziewczyna z niechęcią w głosie
-No dobrze Siostrzyczko odsuń się teraz- powiedział dojrzały kobiecy głos- Kogo my tu mamy? Ah, no tak Macao i Romeo Conbolt. Widzę, że moja Siostrzyczka fantastycznie się wami zaopiekowała i zadała wam rozległe obrażenia. To bardzo dobrze. Świetnie się spisałaś siostra.- to mówiąc polkepała dziewczynę po głowie.- A teraz Braciszku przytrzymaj mi jego rękę. Świetnie. A teraz wstrzykujemy lek. I gotowe! Jeszcze tylko 276/1259 obiektów, aby móc spisać obserwacje i wnioski!-powiedziała z radością w głosie kobieta.
                        *****
W tym samym czasie w domu Natsu...
Dragneel i Clive usiedli na kanapie. Wyczerpani i głodni, po całym dniu zbierania informacji. Nie udało im się czegokolwiek ustalić. Wiedzieli tyle ile policja. Powoli tracili nadzieję na odnalezienie Heartphili i Alberony.
                            *****
Tym czasem w lochach
-Powiedz aaaaaaaa... do cioci.- powiedziała z sarkazmem w głosie dziewczyna, karmiąc przykutą do ściany Lucy. Canę karmiła podobnie.- Już niedługo znów będziemy mogły się pobawić!! Jeszcze tylko zostały trzy tygodnie! Kiedy one miną, znów będziecie mogły zawitać do mojego wesołego miasteczka.- to powiedziawszy dziewczyna z szerokim uśmiechem psychopaty wyszła z celi.
                        *****
Miesiąc później...
-Tak!!!!Udało się!!! Prawie jestem u celu!!!-rozległ się krzyk na wszystkie lochy.-  Jeszcze tylko zmodyfikujemy kod genetyczny i otrzymamy TO Braciszku!!!
- To cudowna wiadomość, Siostrzyczko.
                       *****
W tym samym czasie dom Gildartza
- Powoli tracę całkowitą nadzieję na ich odnalezienie. Zbliża się zima, a policja nawet nie wpadła na ich trop.- powiedział ze łzami w oczach Natsu.
- Nie martw się. Ja też tracę nadzieję z każdym dniem.- powiedział także ze łzami w oczach Clive.
- Taa. To jest okropne. Jednak jeszcze gorsze jest to, że jutro wraca Lisanna od rodziców, a ja nie wiem jak jej wytłumaczyć, że jej nie kocham? To nie takie proste.- zamartwiał się Dragneel.
- Hmmm... Masz rację, to jest trudna sztuka. Może porostu na spokojnie wytłumaczyć jej co zaszło, że odzyskałeś pamięć,  Lucy i Cana zaginęły i chcemy je odnaleźć. Jeśli naprawdę cię kocha to zrozumie twoje położenie i ci wybaczy.- poradził Gildartz.
- Pewnie masz rację. Muszę się tylko postarać- odpowiedział Natsu, z determinacja i pewnością siebie w głosie.
                         *****
Następnego dnia
- Witaj z powrotem Lisanna!- powiedział Natsu
- Witaj maleńki- odpowiedziałam zarzucając ręce na szyję, jednak opuściła sobie, widząc niepewność w oczach chłopaka- Coś się stało?
- Bo wiesz...- zaczął niepewnie- ja...- wziął głęboki wdech...- Ja odzyskałeś pamięć i cię już nie kocham.- powiedział Dragneel na jednym tchu. Lisannę zamurowało.
                          *****
No więc to by było na tyle w tym rozdziale. Jeżeli widzicie jakieś błędy,  piszcie w komentarzach. Do następnego rozdziału,
~Mira~

środa, 23 września 2015

"Krwawe Listy" Rozdział 4

Po tym jak Natsu wypowiedział te słowa:
"- Dziękuję ci. Dzięki tobie wszystko pamiętam i wiem kto mnie porwał oraz mam podejrzenia kto porwał osoby które są dla nas najważniejsze."- Gildartz zapałał nową nadzieją, na odnalezienie Cany. Wraz z Dragneel'em udał się do jego domu. Natsu nie był w swoim domu wieki. Odkąd zaczął spotykać się z Lisanną, mieszkał u niej. Kiedy weszli, pierwsze co zobaczyli to stertę kurzu i panujący w domu bałagan. Dom wyglądał od środka, jakby przeszedł w nim huragan. Jednak, tak naprawdę, ktoś czegoś szukał i widać było, że bardzo tego pragnie. Jednak Natsu nie mógł się nadziwić, co ktoś mógł od niego chcieć. Musiał się tego dowiedzieć, jednak dopiero wtedy, kiedy odnajdą dziewczyny. To było teraz najważniejsze.
                         *****
Tym czasem w lochach...
Po długich naradach Lucy i Cana doszły do wniosku, że osoba która je porwała jest dziewczyną, z ich kręgów znajomych. Jednak nie były w stanie po głosie rozpoznać kto to, ponieważ specjalnie zmieniał głos.
                         *****
W tym samym czasie w tajnym miejscu...
- Mówiłam ci " nie znęcaj się aż tak nad nimi jeśli mają posłużyć jako żywe testery", a teraz co! Jak mamy to na nich wypróbować, no słucham.- powiedziała jakaś kobieta dojrzałym głosem.
- Wyluzuj się kobieto, przecież mamy ich więcej. - powiedział wyluzowany, męski głos.
- On ma rację, z resztą co mnie to obchodzi? Ja tylko dostarczam wam żywy towar i tyle. A te dwie panienki wzięłam dla własnej przyjemności i satysfakcji.- powiedziała z szerokim uśmiechem oprawczyni.
- No dobrze, skoro się wszystko wyjaśniło, to może wracajmy do pracy, co?
                        *****
Tym czasem Natsu i Gildartz, zaczęli poszukiwania dziewczyn na własną rękę. Rozpoczęli je od przesłuchania sąsiadów młodych dam, jednak niewielu ich zostało, ponieważ regularnie byli uprowadzani. Jeszcze jak na złość łapani byli ci, którzy mogli mieć jakieś istotne informacje. Kiedy skończyli, postanowili przeszukać mieszkanie Lucy. Szukali czegokolwiek, co pomogło by w odnalezieniu Alberony i Heartphili. Nagle Dragneel trafił na dwa wielkie kartony wypełnione listami. W jednym z nich, były lisy zaadresowane do zmarłych rodziców Lucy, natomiast drugie pudło było wypełnione po brzegi listami z pogrużkami, groźbami śmierci. A wszystkie te listy łączyły dwie rzeczy:
1. Na wszystkich podpisywano się "Cichy Zabójca";
2. Wszystkie koperty były zaplamione krwią...
                         *****
Koniec na dziś. Przepraszam że rozdział może jest do bani, ale nie miałam weny. Jeśli ktoś widzi jakieś błędy proszę pisać w komentarzach. Do następnego rozdziału,
~Mira~

sobota, 19 września 2015

One-Shot Natsu×Grey

Tego One-Shot-a dedykuję:
-giMli-. Mam nadzieję, że się spodoba.
                        *****
Cześć! Nazywam się Natsu Dragneel. Mam 20 lat. Jestem na drugim roku studiów na Uniwersytecie Prawa w Magnolii. Może to zabrzmieć dziwnie, ale od dłuższego czasu podkochuję się w moim koledze z ławki. Nazywa się Grey Fullbuster. Myślę, że nie odwzajemnia tego uczucia, bo co chwilę lepi się do niego jakaś dziewczyna.
                      *****
23.12.2014 r. Godzina 19:00
Wracałem do domu od kolegi, kiedy nagle, minął mnie Gray. Moje serce zaczęło szybciej bić, zacząłem się stresować i pocić. Mój oddech przyspieszył, kiedy do mnie zagadał:
- Siema stary, co tam u ciebie słychać? -zapytał jakby nigdy nic.
- Spoko, a u ciebie?- zapytałem lekko drżąc.
- Ujdzie. Mam pytanko. Czy zechciałbyś do mnie wpaść na chwilę? Trochę mi głupio, ale mam problem z jednym zadaniem. Mógłbyś mi pomóc? -zapytał lekko się rumnieniąc.
- Nie ma sprawy. -to powiedziawszy, zwróciliśmy się w stronę jego domu. Szliśmy dobre kilka minut. Kiedy dotarliśmy na miejsce moim oczom ukazała się niesamowicie piękna i stara kamienica. Weszliśmy do środka. Mieszkanie Grey'a mieściło się na drugim piętrze. Weszliśmy do środka. Była to mała kawalerka, bardzo skromna, lecz gustownie urządzona. Grey zapalił światło i pokazał mi zadanie, z którym miał problem. Pomogłem mu je wykonać. Kiedy skończyliśmy je rozmlwiązywać, Grey nalegał abym został jeszcze chwilę, bo chce mi coś wyznać:
- Wiesz Natsu- zaczął niepewnie się rumieniąc- ja muszę ci to powiedzieć. Dłużej nie mogę tego ukrywać. Jja...cciię...ko- nie zdążył dokończyć, gdyż kula przeszyła jego ciało. Opadł w moje ramiona. Grey powoli tracił przytomność. Próbowałem zatamować krwawienie. Za nim stała jego siostra, Juvia Fullbuster z pistoletem w ręce. Zaczęła ze łzami w oczach do mnie mówić:
- Jja... nnie mogłam patrzeć, jjak... on... cierpi przez swoje poglądy. JJa... nie mogłam patrzeć, jjaak... on... patrzy na ciebie z pożądaniem w oczach. ON JEST MÓJ, TYLKO MÓJ!! SŁYSZYSZ?!!! Ddllattego, go zabiłam.- Po wypowiedzeniu tych słów strzeliła sobie w skróń. Byłem w szoku. Nie rozumiałem co się tutaj dzieje, w tedy Grey podniósł się, mimo bólu i namiętnie wpił mi się w usta. Po czym wypowiedział swoje ostatnie słowa:
- Natsu kocham cię. Zawsze cię kochałem, od samego początku naszej znajomości. Pamiętaj o tym.- i właśnie w tedy, jego ciało bezwładnie opadło w moich objęciach.
                         *****
Wieeeeeele lat później
Teraz stoję nad twoim grobem z kwiatami w ręku i przypominam sobie twoje ostatnie słowa, a po moim policzku spływa pojedyncza łza.
KONIEC

"Krwawe Listy" Rozdział 3

Kiedy Gildartz Clive wszedł do domu, nie zastał żywej duszy. W domu panowała cisza. Nawet gdyby spały, to nie byłoby tak cicho. Coś było nie tak, on to wiedział. Kiedy podszedł, do kanapy zobaczył tylko jakieś igły na ziemi i krople krwi. Szybko zadzwonił na policję.
                         *****
Kilka minut później
Policja już zajęła się zabezpieczeniem terenu. Sprawą zajęli się, Gray Fullbuster i Juvia Lockster, cenieni śledczy i kryminolodzy. Zaczęli rutynowe działania.
                        *****
W tym samym czasie
Lucy i Cana doszły do siebie. Z przerażeniem stwierdziły, że są przykute do ściany. Klęczały na podłodze z rękami przykutymi w okolicach nadgarstków do ściany nad ich głowami i z kostkami przykutymi także do ściany. Siedziały tak naprzeciwko siebie jakiś czas uświadamiając sobie dopiero, w jakiej znajdują się sytuacji. Były przykute i zamknięte w lochach. Wszędzie unosił się zapach krwi i rozkladakących się zwłok oraz stęchlizy. Dookoła, po całym lochu,  porozrzucane były szczątki ludzkie. Nagle do krat podeszła osoba ktora je porwała. Z uśmiechem psychopaty wymalowanym na buzi powiedziała:
- Witam drogie panie w moim "Krwawym Miasteczku". Mam nadzieję, że będziecie się świetnie bawić. Ahahahahaha...hahahahah...- śmiech tej osoby niusł się echem, po lochach, jeszcze przez długi czas. Dziewczyny były pzrerażone i zaskoczone, ponieważ osoba, która je pojmała, była w kręgu ich znajomych.
                       *****
Po kilku godzinach ta osoba wróciła, z wózkiem kelnerskim przykrytym jakąś płachtą.
                         *****
Tym czasem Gildartz Clive został wezwany na komendę w celu złożenia zeznań. Oprócz niego na komendzie zjawił się Natsu Dragneel. Gdy Natsu zeznawał, ojciec Cany siedział załamany na korytarzu. Obwiniał za to zniknięcie siebie i Dragneel'a. Siebie za to, że nie wziął w tedy dziewczyn ze sobą i zostawił je same w domu, a Natsu za to, że rzucił Lucy. Gdyby tego nie zrobił, Heartphilia by się tak nie załamała, a on mógłby jej pomóc przebrnąć, przez te wszystkie zakrwawione listy. Jednak trapiło Clive'a coś jeszcze. Od kiku miesięcy, regularnie znikali jego sąsiedzi. To było dziwne. Kiedy Natsu skończył zeznawać, podszedł do niego Gildartz i powiedział:
- Ty, Dragneel. Wiesz że to twoja wina?- powiedział zdenerwowany Gildartz.
- Ale co moja wina?Nie rozumiem.-odpowiedział z dziwnym spokojem, jak na sytuację, Natsu.
- To twoja wina, że porwali Lucy i Cane. Gdybyś nie rzucił Lucy, wszystko byłoby okej. Ona by miała w tobie oparcie w tych trudnych dla niej chwilach. Nadal nie rozumiesz o czym mówię?
- Rozumiem i uważam, że to bezpodstawne oskarżenia.- odpowiedział z dumą w głosie- Kiedy mnie porwali musieli mi coś zrobić, bo straciłem pamięć. Jednak pamiętałem jedną rzecz. Tą rzeczą, a raczej uczuciem była miłość do Lisanny. Nie wiem dlaczego byłem z Lucy, ale skoro zapamiętałem to uczucie to znaczy, że musi być ono mocne i praw...-Nie zdołał dokończyć ponieważ ojciec Cany, dosłownie, wgniutł jego głowę w ścianę. W tedy stało się coś niesamowitego. Natsu wróciła pamięć. Kiedy Clive powiedział Natsu co się stało, ten nie chciał mu wierzyć. Jednak kiedy Erza Scarlet potwierdziła słowa Gildartza, Dragneel nagle powiedział:
- Dziękuję ci. Dzięki tobie wszystko pamiętam i wiem kto mnie porwał oraz mam podejrzenia kto porwał osoby które są dla nas najważniejsze.
                           *****
Tym czasem w lochach nasza postać "zabawiała się"z Lucy i Caną. Biła je biczem, cięła nożami, drapała rękawiczkami z pazurami. Jednak swoją uwagę skupiła głuwnie na Lucy. To właśnie ona najbardziej była pocharatana, po cięta, poraniona. Kiedy straciła przytomność, postać skończyła.
- "Bo co to za przyjemność znęcać się nad nieprzytomnymi"- pomyślała Cana. Postac w tym czasie odłożyła narzędzia na wózek i wyszła wraz z nim z lochu mówiąc na "dobranoc":
- Dobranoc moje skarbeńki. Mam nadzieję, że się Wam podobało...- tu zrobiła pałzę i przeraźliwie się uśmiechnęła. - Jutro też się zobaczymy. A teraz muszę już iść. Dobranoc.- To powiedziawszy zamknęła loch. Alberona zaczęła wołać do Heartphili przez łzy:
- Lucy, obudź się proszę! Nie rób mi tego, nie zostawiaj mnie samej!
- Przecież wiesz, że nigdy bym tego nie zrobiła.- powiedziała Lucy przez łzy. Cana i Lucy zostały same. Znowu czekały je godziny niepewności.
                          *****
Na dzisiaj koniec. Jeśli widzicie jakieś błędy, proszę pisać w komentarzach. Do następnego rozdziału,
~Mira~

środa, 16 września 2015

"Krwawe Listy" Rozdział 2

Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam w nich czarną postać. Nie wiedziałam, czy to kobieta, czy mężczyzna. Po głowie krążyły mi różne myśli:
- Kto to jest? Zabije mnie teraz, czy kiedy indziej?
Nie mogłam odpędzić od siebie tych myśli. Postać podeszła do mnie i wręczyła mi list. Tym razem koperta była zakrwawiona. Zapytałam się tego kogoś:
- Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?
Ono (narazie nie ujawnię płci postaci) powiedziało z psychicznym uśmiechem- Wkrótce się przekonasz - I odeszło.
Lucy załamana upadła na ziemię. Ze łzami w oczach otworzyła kopertę i przeczytała list. Jego treść zszokowała ją. Słysząc płacz sąsiadki, a zarazem najlepszej przyjaciółki Cana Alberona postanowiła do niej pójść. Razem z nią poszedł jej ojciec Gildartz Clive. Cana przytuliła przyjaciółkę I zaczęła ją pocieszać. Tymczasem pan Clive próbował się dodzwonić na policję. Jednak nie miał zasięgu, ponieważ burza wszystko zakłócała. Postanowił, że pojedzie na policję, a jego córka zostanie wraz z Lucy w jej domu. Obydwie przytaknęły. Kiedy ojciec Cany odjechał, przyjaciółki weszły do domu. Alberona zagotowała wodę i zaparzyła herbatę. Obydwie usiadły na kanapie. Lucy wciąż się trzęsła ze strachu. Nagle, nieopodal jej domu uderzył piorun. Podczas kiedy dziewczyny oślepił jego błysk, w pokoju pojawiła się jakaś postać. Lucy z przerażeniem stwierdza, że to ta sama osoba, która wręczyła jej list. Ono z psychicznym uśmiechem wyciągnęło zza pasa... Koniec. Film się urwał.
                         *****
W tym samym czasie.
Gildartz Clive składał zeznania na policji, Komendantowi Głównemu Policji w Magnoli, Erzie Scarlet oraz Starszemu Komendantowi Policji w Magnoli, Laxusowi Dreyarowi. Kiedy wracał do domu burza się uspokoiła. Kiedy wszedł na podwórko Lucy z przerażeniem stwierdził, że drzwi do domu są otwarte, a w środku nie ma żywej duszy.
                        *****
No więc to by było na tyle w tym rozdziale. Jeśli są jakieś błędy ortograficzne itp. to proszę piszcie w komentarzach. Od razu przepraszam za to, że tak nagle zmieniłam narrację z pierwszej na trzecią osobę, ale jakoś tak wyszło. Do zobaczenia w kolejnym rozdziale.
~Mira~

niedziela, 13 września 2015

"Krwawe Listy" Rozdział 1

Nazywam się Lucy Heartphilia. Mam 19 lat. Od kilku miesięcy dostaję listy z groźbami śmierci. Oczywiście zgłosiłam sprawę na policję, jednak oni nic nie mogą zrobić, ponieważ ten kto wysłał listy nie pozostawił żadnego materiału biologicznego. Jak na złość około miesiąc temu zaginął mój chłopak Natsu Dragneel. Polcja wciąż go szuka, lecz myślę że oni teraz szukają zwłok, a nie żywej osoby. To bardzo boli, bo ja wciąż mam nadzieję, że żyje i wróci do mnie.
                             *****
Był zimny i deszczowy, jesienny wieczór. Od zaginięcia Natsu minęły dwa miesiące. Siedziałam w fotelu, popijając herbatę i patrząc się pustym wzrokiem w szybę, kiedy nagle zadzwonił telefon. Podiosłam słuchawkę:
- Halo? Lucy Heartphilia z tej strony.
- Komendant Główny Policji w Magnoli Erza Scarlet.
- Aaa, to pani. Mogę w czymś pomoc?
- Mam dla pani wiadomość. Odnaleźliśmy pani chłopaka Natsu Dragneela.
- Naprawdę?!
- Proszę przyjechać na komendę.
- Oczywiście, zaraz tam będę!- rozłączyłam się. Pendem wybiegłam z domu. Odpaliłam silnik mojego samochodu i pojechałam na komendę. Byłam w tedy bardzo szczęśliwa, jednak całe szczęście ze mnie uleciało, gdy po dojechaniu na komendę okazało się, że Natsu stracił pamięć. Twierdził w tedy, że pamięta tylko to, że kocha Lizannę Strauss, moją najlepszą przyjaciółkę. Załamałam się. Mój były chłopak zaczął się spotykać z moją "najlepszą" przyjaciółką, która pomagała mu przypomnieć sobie jego przeszłość. Mnie zostawili samą zrozpaczoną po stracie chłopaka i bojącą się o własne życie.
                      *****
               Miesiąc później                     
                     
Kiedy już otrząsnęłam się z rozpaczy po zawodzie miłosnym, wróciłam do normalnego funkcjonowania. Wróciłam na studia, zaczęłam znów umawiać się z koleżankami na babskie wieczory itp. Jednak tak naprawdę było bardzo źle, bo listy z groźbami nie przestały przychodzić, a ich treść wręcz zaczęła być jeszcze bardziej groźna. Bałam się. Nie to zamało powiedziane. Byłam przerażona.
                         *****        
Sobotni wieczór, godzina 22:26.
Właśnie miałam się kłaść spać, gdy nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Niechętnie wstałam z łóżka i powlokłam się do drzwi. Kiedy je otworzyłam mało nie zemdlalam.
                          *****
No więc to był mój pierwszy rozdział więc zabardzo nie wiem co napisać, choć nie powiem jestem z siebie dumna. Nigdy specjalnie nie przepadałam za polskim, a w szczególności za wypracowaniami, a tu proszę wzięłam się za pisanie kryminałów. No więc to by było na tyle. Do zobaczenia w kolejnym rozdziale.
~Mira~

Zamówienia na One-Shot'y

Jak już wiadomo z nagłówka, w komentarzach pod spodem możecie zamieszczać zamówienia na One-Shot'y. Prosiłabym abyście się podpisywali. Z góry dziękuję.
~Mira~

Witam na moim blogu!

Ohayo!
Z tej strony Mira. Jak już wiecie ten blog jest poświęcony kryminałom i horrorm. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
~Mira~

Zapowiedź sagi: "Krwawe listy"

Magnolia, 9.08.678
Kochani Rodzice!
Piszę ten list do Was (choć wiem że go nie przeczytacie, w końcu jesteście martwi od wielu lat) aby poinformować Was, że ktoś mi grozi.
Błagam, pomóżcie mi. Ja tak strasznie się boję!
Wasza przerażona córka,
Lucy Heartfilia